sobota, 20 marca 2010
[20-25.03.2010 Chiny] Shangri-la, Chengdu - nieudane plany
Po dojezdzie do miasta probowalismy znalezc tani hotel z LP, ale po drodze zawinela nas lokalna babuszka, zebysmy poogladali jej pokoje. Po krotkich negocjacjach stanelo na 40Y za noc, mielismy olbrzymi pokoj z 2ma lozkami dla siebie, lazienka z goracym prysznicem i stare miasto pod samym nosem, natomiast pare krokow w druga strone ulice z tanimi lokantkami. W ogole z miastem Shangri-la wiaze sie ciekawa historia charakteryzujaca podejscie chinczykow do turystyki mianowicie wg LP jeszcze 10 lat temu nic tu sie nie dzialo, wladze miasta widzac turystyczny boom w sasiednich Lijiang i Dali wpadly na pomysl aby do promocji miasta uzyc bestellera z lat 30 'Lost Horizon', przechrzcili nazwe z Zhongdian na ksiazkowe Shangri-la i zaczeli liczyc kase ;). Zreszta niedlugo pozniej okazalo sie, ze rowniez 2 inne miasta pretenduja do tej nazwy bo odnalazly u siebie opisywane w ksiazce miejsca :D. Generalnie widac ze miasto teraz swietnie prosperuje, stalo sie baza wypadowa do organizowania wycieczek konnych po okolicznych wzgorzach, ma kilka miejsc przygotowanych pod turystow, a dla zagraniczniakow jest wygodne, bo lezy na drodze Lijiang, Tiger Leaping Gorge i autostrada Tybet-Syczuan (ktora byla rowniez naszym celem). Niestety Chiny nie sa krajem gdzie wszystko jest na wprost, wiec ma dworcu dowiedzielismy, ze nie mozemy pojechac dalej na polnoc, Pani w okienku nie sprzedaje biletow zagranicznym turystom. Po krotkiej pogawedce powiedziala nam, ze potrzebuje papier z policji z zezwoleniem dla nas. Wiec skierowalismy sie do policji, gdzie powiedziano nam ze z papierem nie bedzie problemu, tylko musimy przyjsc nastepnego dnia jak bedzie przelozony. Kolejnego dnia po przyjsciu dowiedzielismy sie, ze jednak policja nie moze wydac takiego pozwolenia, bo za to odpowiada PSB (sluzby zajmujace sie m.in. przedluzaniem wiz). Kiedy tam dotarlismy i wyluszczylismy sprawe Pani ktora nas obslugiwala najpierw przeprowadzila dluzsza rozmowe z przelozonym, a pozniej wytlumaczyla nam, ze rzad chinski w trosce o turystow (bo tam sa drogi w bardzo zlej kondycji przez co jest niebezpiecznie tam podrozowac) ustalil takie reguly i tylko ze specjalnym pozwoleniem mozna tam pojechac, ten dokument jest latwo zdobyc, tylko ona nie wie gdzie i doradza, zeby zapytac na dworcu. Juz wowczas mielismy pewnosc, ze bawia sie z nami w kotka i myszke, niby chca pomoc, lecz nie moga. Jeszcze poszlismy na dworzec zapytac, zeby miec czyste sumienie, ze zrobilismy wszystko co sie dalo, ale oczywiscie nic sie nie dowiedzielismy. Stracilismy w sumie w Shangri-la 3 dni, nic nie zalatwilismy, troche tylko pochodzilismy po okolicznych wzgorzach i trzeba bylo wracac do Lijiang, zeby inna droga dostac sie do Chengdu - stolicy Syczuanu. Okolo 17tej dotarlismy do Lijiang, tam w ciagu 5min przesiedlismy sie w nocny autobus do Panzhihua, gdzie dotarlismy w srodku nocy. Nie bardzo wiedzielimy co robic, chcielismy poczatkowo jechac od razu na dworzec, ale nie moglismy sie dogadac z taksowkarzami co do ceny (oni chca 60Y, ja proponuje 10Y :D), pozniej w pobliskim hotelu Olka sprobowala porozumiec sie z Pania recepcjonistka ile kosztuje nocleg ew. gdzie mozna tanio sie przespac. Konwersacja wygladala komicznie i obie strony mialy z niej niezla polewke, Olka pokazywala Pani tekst w LP po chinsku, pozniej Pani cos mowila po chinsku, ale ze nie rozumielismy to szukala tego tekstu w LP i nam pokazywala, my odszyfrowywalismy i znowu formulowalismy nastepne pytanie przy pomocy poszczegolnych fragmentow z roznych zdan w LP. Stanelo na tym, ze w hotelu jest dla nas za drogo, a w miedzyczasie przypaletal sie jeden z wielbicieli Olki z autobusu, ktory wczesniej czesto sie do niej jarzyl, a teraz na migi wytlumczyl nam, ze mozna sie przespac do rana w autobusie ktorym przyjechalismy (stal ciagle zaparkowany na parkingu i byl otwarty) - takze przespalismy sie w nim do samego rana, po czym pojechalismy na dworzec kolejowy lokalnym autobusem za 3Y. Tam kupilismy bilety do Chengdu (chociaz naszym celem byla miejscowosc Emeishan, gdzie chcielismy zrobic treking, lezaca na trasie Panzhihua-Chengdu) na ok 12ta, przeczekalismy pare godzin na dworcu i wsiedlismy na kolejne kilkanascie godzin do pociagu. Przed wejsciem do wagonu upewnilismy sie u konduktorki czy ten pociag jedzie do Emeishan i o ktorej tam dociera, troche nas zdziwilo, ze troche inaczej wymawiaja ta nazwe, bez „E" – jak Meishan, ale pomyslelismy, ze widocznie ten typ tak ma. Wiedzielismy, ze pociag powinien byc w tej miejsowosci 2 godz przed dotarciem do Chengdu, wiec jak juz bylo 1,5 do planowego przyjazdu zaczelismy sie niepokoic. Pani konduktorka przechodzila kolo nas i nic nie mowila, wiec to nas uspokajalo, z drugiej strony az trudno nam bylo uwierzyc ze pociag ma tak duze opoznienie. W koncu gdy pociag stanal na kolejnej neopisanej stacji postnowilismy uruchomic GPSa w mojej omnii i ustalic gdzie jestesmy. Google Maps zlapal fixa akurat gdy ruszylismy i okazalo sie, ze to byla wlasnie nasza stacja. Od razu podejrzelismy jaka i za ile km bedzie kolejna stacja, zeby ewentualnnie wysiasc. I tu sie zdziwilismy bo kolejna stacja byla pol godz przed Chengdu (tak jak nam konduktorka powiedziala, w co zreszta nie chcielismy wierzyc), a nazywala sie Meishan :D. Zgodnie z obietnica Pani pojwila sie tuz przed nia i powiadomila nas ze do niej dojezdzamy, lecz my juz podjelismy decyzje, ze jedziemy do stolicy Syczunu – nie chcialo nam sie wracac. Po drodze zapoznalismy sie z para francuzow, ktorzy podpowiedzieli nam tani hostel, podjechalismy tam z nimi taksowka, pozniej zalatwilismy formalnosci hotelowe (zaakomodowali nas w dormie 4ro osobowym razem z nimi), francuzi poszli spac, bo rano ruszali dalej, a my jeszcze skoczylismy wypic po piwie z okazji uplywajacego wlasnie 11tego miesiaca podrozy. W Chengdu musielismy zostac 1 dzien dluzej niz chcielismy, gdyz bilety do Xian na nastepny dzien byly juz niedostepne.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz