czwartek, 25 marca 2010

[25-28.03.2010 Chiny] Xian i okolice

Wieczorem zapakowalismy sie na 15 godzin do pociagu do Xian, a ze nie bylo co w nim robic to zanotowalem sobie kilka spostrzezen :). Oto one:
1. roznice miedzy Tajami a Chinczykami:
- rozmowa przez telefon: Tajowie mowia cicho zakrywajac sobie przy tym usta (tak jakby bali sie ze ktos czyta z ruchu ust), Chinczycy podobnie jak Hindusi dra sie na caly wagon, jakby sie popisywali, "ze posiadaja telefon komorkowy, w dodatku ktos na niego dzwoni!!" :D
- Tajowie maja w tel normalne dzwonki, bardzo szybko odbieraja (tak jak w EU), Chinczycy maja glosne (co prawda nie tak przesterowane jak w Indiach), ale I tak uciazliwe. W dodatku podobnie jak w Indiach nie odbieraja polaczenia od razu tylko daja otoczeniu przez dluzsza chwile posluchac ich przepieknego dzwonka.
- Tajowie zazwyczaj rozmawiali ze soba usmiechnieci, przy powitaniu robia wai (czyli skladaja rece jak do pacierza i sie pochylaja), sa uprzejmi wobec siebie. Bedac wsrod Chinczykow czesto mam wrazenie ze wlasnie jest jakis dym, bo ostro i szybko cos pokrzykuja do siebie, a okazuje sie ze to tylko zwykla rozmowa i to nic ze nawet na drugim koncu wagonu tez ich slychac :D
- Tajowie maja bzika na punkcie czystosci, w pociagu nawet pod koniec trasy jest czysto (i to w najnizszej klasie, bo taka zwykle podrozujemy :D), w Chinach – podobnie jak w Indiach – wszystko rzucane jest na podloge, czasem tez pluja i rzucaja pety, roznica w stosunku do Indii jest taka, ze tam co jakis czas zamiata te smieci jakis mlody, niepelnosprawny Hindus, ktory w ten sposob zebrze o pieniadze, natomiast w Chinach robi to obsluga pociagu.
- z tego co zauwazylismy (przynajmniej w zachodnich prowincjach) kobiety sa bardzo opryskliwe w stosunku do mezczyzn. Moze to sie bierze z tego, ze w wyniku programu kontroli urodzin przez rzad chinski rodzi sie wiecej chlopcow niz dziewczynek (bodajze 120 vs 100), wiec maja one w czym wybierac i sie nie staraja byc mile (to taka moja prywatna teoria ;) )
2. obserwacje ogolne:
- Chinczycy na mase jedza chinskie zupki instant (co nie dziwi ;) ) – maja dostepny wrzatek w pociagach, wiec co chwile do niego ktos kursuje
- male dzieci maja w spodniach dziure w okolicy siusiaka/cipki i pupy, tak ze czesto sie widzi brzadca latajacego z golym tylkiem (nawet jak jest zimno). Rodzice wysadzaja (czy jak to sie nazywa) dzieci w ten sposob, ze je podnosza i trzymaja za nogi, a te zalatwiaja sie bez sciagania spodni. Czasem widac tez ze dzieci maja wsadzona tam pieluche/pampersa – wymiana tez chyba odbywa sie bez sciagania spodni :P.
- bilety kolejowe sprzedawane sa bez mozliwosci wybrania miejsc, takze czasem zdarzalo sie, ze niby mielismy numery kolo siebie, ale jedna osoba siedziala na koncu jednego rzedu, a druga na poczatku innego. Na szczescie zazwyczaj dalo sie z kims zamienic – pod tym wzgledem Chinczyc sa duzo bardziej elastyczni od Hindusow, ktorzy swoje miejsce (i miejsce pod swoim siedzeniem) traktowali jak swietosc.
- pociagi sa mniej zatloczone niz w Indiach, ale widac ludzi ktorzy na stojaco spedzaja podroz, wiec i tu bilety sprzedawane sa ponad norme

Wracajac do wydarzen: po dotarciu do Xian najpierw skoczylismy wyprobowac jak smakuje McDonalds w Chinach (moim zdaniem McChicken jest gorszy niz w Indiach, ktory byl gorszy niz w Polsce :P), pozniej znalezlismy autobus do miescowosci Hua Shan, gdzie chcielismy zrobic jednodniowy treking po okolicznej gorce o tej samej nazwie. Bilet kosztowal nas 33Y/osobe i bylismy tam po ok 3h. Tam dalismy sie zwinac naganiaczowi, ktory zaproponowal nam pokoj za 40Y/dobe, co prawda zimny i bez cieplej wody – za to tani :). Poznym wieczorem wybralismy sie jeszcze na pobliski market (od czasu Tajlandii w kazdym miescie probujemy taki namierzyc, tam mozna znalezc bardzo smaczne jedzonko po przystepnych cenach), gdzie trafilismy na chinska odmiane burgerow – w chlebki a'la nasze podplomyki wrzucane jest swiezo ugotowane (ale tak jakby w mieszance oleju i wody) mieso chyba wieprzowe, posiekane na drobno zmieszane z niewielka iloscia warzyw – jak dla nas strzal w dziesiatke. Oprocz tego ze na miejscu zjedlismy po 3 czy 4ry kanapki, to jeszcze kupilismy 12 szt na treking.
Nastepnego dnia wyruszylismy z samego rana na treking, ktory ponownie wg opisu LP mial byc wyzwaniem, a okazal sie bardziej spacerem po schodach. Ponownie tez plenery byly tak ladne, ze mozna bylo LP wybaczyc to potkniecie ;). Po poludniu bylismy juz z powrotem w miasteczku, szybko zlapalismy busa do Xian, a tam od razu skierowalismy sie do Qixian Hostel, ktory zostal zabukowany przez Olke jeszcze w Chengdu. Nastepnego dnia pojechalismy zobaczyc ta slynna terakotowa armie, co to miala chronic pierwszego cesarza Chin po smierci. Niewiele jej zostalo, w dodatku wszystko szaro-bure (kolory sie stracily gdy archeolodzy otworzyli krypty), niektorzy wojownicy gdzies potracili glowy ;), konie zgubily ogony, w dodatku zaginela cala bron, jaka dysponowala armia – oj nie wiem jakby doszlo co do czego czy by dali rade obronic swojego wladce :D. Po powrocie zabralismy nasze bagaze i juz ruszalismy dalej – w kolejna dluga (12h) noc w pociagu do Pekinu, gdzie mielismy zamieszkac u naszego pierwszego CS w Chinach – Sully'ego (Amerykanina).

5 komentarze:

iwona pisze...

widzę , że naprawdę miałeś dużo czasu w tym pociągu skoro poczyniłeś takie filozoficzne spostrzeżenia;-))poza tym zauważyłam, że zwiedzane miasta już Was nie kręcą (chyba te starówki wydają się Wam już takie same), bardziej jesteście nastawieni na trekking
pozdro

Anna pisze...

TutAJ MAMA Olki (Z OBCEGO KOMPUTERA)
jestessmy na dzialce, ale w miare mozliwosci sledzimy Wasz blog. Jestesmy pelni podziwu dla
Maria dziennikartwa, ciagle czekamy na zdjecia Olki i czekamy na numer komorki, pod ktorym mozna sie z Olką komunikować.
BUZIMAMA, PROSZE O ODPOWIEDZ

Anna pisze...

No faktycznie, wyglada na to, ze jestescie coraz bardziej znudzeni tym, co ogladacie i, ze nic juz was nie kreci. ALBO MAMY ZA MALO SPRAWOZDAN OD WAS, Tym niemniej zyczymy jak najwiecej zyczliwych ludzi na Waszej drodze
(mama i tata) ciagle z obcego komputera

Anna pisze...

Codziennie sprawdzam, czy u Was dzieje się coś nowego. Jedyne, co zauważyłam: u nas jest jeszcze 15 kwietnia, a u Was już 25 kwietnia !
Pod koniec marca mieliście przesunąć zegarki o godzinę, a nie o miesiąc. Pozdrawiam i czekamy na dalsze wpisy, oraz oczywiście na zdjęcia Olki.

camer pisze...

troche mi sie palec "opsnal" i stad ten przeskok o miesiac. juz skorygowalem. punkt za spostrzegawczosc ;).