Jak pisalem, lot mielismy zabukowany duzo wczesniej (jeszcze w innej strefie czasowej) i od razu wpisalismy sobie przypomnienie do kalendarza w komorce. Nie wiedzielismy ze po zmianie czasu w komorce zmienia sie rozniez ten wpis. W ten sposob zgubilismy godzine i bylismy niezle zdziwieni, gdy dotarlismy zrealaksowani na lotnisko, bedac przekonani ze mamy sporo zapasu, ze nasz lot jest na styk. Rozpoczelismy wyscig z czasem, ale wszedzie mielismy "klody pod nogi"i "wiatr w oczy". Najpierw przy check-inie zadaja od nas pokazania biletu powrotnego z Malezji, twierdzac ze bez niego sluzby graniczne nas nie wpuszcza. Nie mamy takiego (plan zakladal przeplyniecie promem do Indonezji), ale sprawe ratuje posiadana przeze mnie karta kredytowa, dzieki ktorej moge kupic ewentualnie bilet wylotowy z Malezji. Pozniej drobna kolejka na security checkpoint, ktora zabiera nam kolejne 10 minut. W tym momencie do planowanego czasu odlotu zostalo nam bodajze 15min. Wiec dalej ruszylismy biegiem w poszukiwaniu naszego gate-a. Kolejna niespodzianka - trzeba wsiasc do pociagu, ktory dopiero zawozi pod wejscia do samolotu. Strata kolejnych 5 minut. Bedac juz w pociagu odliczamy niemalze sekundy, ale po wyjsciu z niego okazuje sie, ze nasz gate jest troche dalej i trzeba skorzystac z kolejnego pociagu. W tym momencie zaczelismy sie juz zdrowo pocic z nerwow. Po opuszczeniu pociagu zaczelismy sie rozgladac za wejsciem do samolotu, ale do pokonania bylo jeszcze pietro - na szczescie z ruchomymi schodami. Nigdy nie rozumialem ludzi biegajacych po ruchomych schodach, ale od tego wydarzenia juz mnie to nie bedzie dziwilo - my wrzucilismy od razu wysoki bieg, wystartowalismy jak z procy i po niecalej minucie (juz spoznieni na odlot) bylismy u wejscia ..... gdzie okazalo sie, ze samolot sie opoznil i musimy poczekac jeszcze ok 20 min :D. Wolny czas poswiecilismy na opracowanie naszego wytlumaczenia dla malezyjskich sluzb granicznych. Sam lot przebiegl bez zadnych niespodzianek, na lotnisku Penang formalnosci ograniczyly sie do szerokiego usmiechu Pani z imigracji i bezproblemowego wbicia nam pieczatki z 90cio dniowa wiza. Po dotarciu do miasta Georgetown najpierw zjedlismy srednio smaczny obiad,za to przy okazji zostalismy wyposazeni we wszystkie niezbedne foldery dotyczace pobytu na tej wyspie (sciagawka z atrakcjami turystycznymi i poradnik kulinarny). Pozniej znalezlismy tani hostel (za 25 ringit), pozniej wyskoczylismy do supermarketu na zakupy, zeby jakos uczcic nasz pierwszy dzien w nowym kraju. Piwo mieli strasznie drogie, wiec skonczylo sie na tym ze ja kupilem 800ml lody, a Olka salatke owocowa i wafelki :). Kolejne dni spedzilismy na zwiedzaniu miasta i probowaniu potraw wg przewodnika kulinarnego otrzymanego pierwszego dnia. Kuchnia malezyjska jest mieszanka tajskiej, chinskiej i indyjskiej (przynajmniej na wyspie Penang), wiec nie bylo na co narzekac. Ludzie sa bardzo mili, usmiechnieci i pomocni. Zdziwilo nas ze gdy szukalismy tanszego hotelu lub srodka transportu to nawet osoba ktorej odmowilismy z powodu zbyt wysokiej ceny (hotelarz lub taksowkarz) udzielal nam wyczerpujacej odpowiedzi gdzie mozna znalezc tansza konkurencje.
Na nasz kolejny cel wybralismy wyspe Langkawi na polnocy kraju tuz przy tajskiej granicy - centrum turystyczne dla bogatszych malezyjczkow.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz