wtorek, 27 kwietnia 2010

[27-29.04.2010 Malezja] Kuala Lumpur

Do KL pojechalismy super wygodnym autobusem (klima, wygodne siedzenia, tylko 3 miejsca w jednym rzedzie) za jedyne 12 RM/os. Po dotarciu do miasta poszlismy na piechote do hotelowej dzielnicy, gdzie znalezlismy niesamowicie ciasny pokoik z dwoma waskimi lozkami (po wstawieniu plecakow praktycznie nie bylo miejsca zeby sie swobodnie w nim poruszac) za 32RM. Od razu z buta ruszylismy do ambasady indonezyjskiej, zeby zalatwic sobie wizy, ale niestety bylo juz zamkniete. Dzien zakonczylismy w McDonald's przygotowujac dokumenty dla australijskiego urzedu imigracyjnego. Nastepnego dnia z samego rana najpierw poszlismy zarezerwowac sobie bilety na Petronas Towers (wejsciowka jest darmowa, ale jest sporo chetnych, wiec trzeba sie umawiac wczesniej). Pozniej zlozylismy wnioski w ambasadzie indonezyjskiej, gdzie zaskoczyli nas dwukrotnie wyzsza cena za wize (zamiast 25$ zaplacilismy 50$ :/). Nastepnie zrobilismy lekki sightseeing polaczony z wizyta w Tourist Center, gdzie zdobylismy troche informacji o naszym nastepnym celu-Borneo, pozniej poogladalismy panorame miasta z Petronas Towers (wszystko jest super fajnie zorganizowane - wprowadzenie w malej sali kinowej dot. koncernu Petronas i samej wiezy, potem wizyta pod opieka przewodnika na 41 pietrze i przechadzka po moscie laczacym dwie wieze, na koniec ekspozycja dot. malezyjskich wiez i innych wysokich budynkow na swiecie). Popoludnie tez bylo pracowite-najpierw odbior wiz indonezyjskich, pozniej spacer po shoppingowej ulicy Bintang, gdzie poznalismy pare Argentynczykow, ktorzy na motorze zwiedzaja swiat (wyruszyli 8 lat temu!!!). Jako ze to byl przedostatni dzien na wyslanie dokumentow do Australii, jak rowniez wylatywalismy nastepnego dnia na Borneo - wieczor rowniez zapowiadal sie pracowicie. Skonczylo sie na netowaniu w McD do 4tej rano. Po drodze wstapilismy jeszcze do sklepiku, gdzie miala miejsce smieszna sytuacja, mianowicie zapytalismy sprzedawce (ktory slabo mowil po angielsku): Have you got postcards?, a on pokazal nam na to wodke marki "Polska" :D. Niestety nie moglismy odespac zarwanej nocy, trzeba bylo wstawac okolo 10tej (kto powiedzial, ze podrozowanie to tylko przyjemnosc i wypoczynek), pozniej lot na poczte zeby wyslac kartki, sniadanie i zaraz ruszylismy w pospiechu na lotnisko (tym razem zostawilismy sobie wiekszy zapas i upewnilismy sie co do godziny odlotu). Dojazd zajal nam 2 godziny (metro z przesiadka, a pozniej autobus), ale bonusem byl przejazd kolo slawnego toru Sepang. Na lotnisku okazalo sie ze nasz znajomy z Niemiec - Herbert zdolal zarezerwowac sobie miejsce na ten sam lot, dzieki czemu ponownie sie spotkalismy. Podczas lotu ja odsypialem zaleglosci, a Olka zaszalala i zamowila sobie danie w samolocie (akurat obchodzila 30te urodziny wiec jakies tam wytlumaczenie bylo ;) ). Po zakwaterowaniu sie w Kuchingu poszlismy z Herbertem na wypasne seafood (rowniez tytulem Olki urodzin), a pozniej juz w hotelu znowu zaszalelismy i wypilismy rowniez na to konto kilka piw, takze kolejny wieczor zakonczylismy bardzo pozno (okolo 3ciej nad ranem).

0 komentarze: