Po prawie 18sto godzinnej jezdzie dotarlismy okolo poludnia do Shanghai'u. Pierwsze kroki skierowalismy do pobliskich restauracji w poszukiwaniu odpowiednika naszego wielkanocnego sniadania ;)-w planie byl McDonalds, ale skonczylismy w jakims chinskim fastfoodzie na smazonym miesie z warzywami i ryzem. Pozniej udalismy sie na dzielnice The Bund, gdzie liczylismy na znalezienie niedrogiego hostelu. Wyszlo srednio-bo po 20Y od lebka w dormie 12 osobowym, ale byla to i tak niska cena jak na to miasto. Za to okolica hostelu okazala sie strzalem w 10tke-tuz za rogiem mielismy market (targ) z taka roznorodnoscia jedzenia ze czasem nie wiedzielismy co wybrac. Tego samego wieczoru ruszylismy na nabrzeze zeby poogladac slynna panorame szanghajskich drapaczy chmur po drugiej stronie rzeki. Wygladaja naprawde super, jedynie olbrzymie tlumy chinskich weekendowych turystow troche przeszkadzaly. Pozniej pokrecilismy sie jeszcze po Nanjing Rd, wracajac poogladalismy drapacze tym razem w nocnej oprawie (wszystko oswietlone w stylu "wies tanczy i spiewa" ;) ) i powrocilismy do hostelu na zasluzony odpoczynek. Nastepny dzien tez poswiecilismy na zwiedzanie miasta i zrobilismy sporo kilometrow na nogach-dosc powiedziec ze juz o 20tej spalismy smacznym snem. Kolejnego dnia o 17 tej mielismy pociag do Guilin wiec zajelismy sie sprawami internetowymi z przerwa na jedzenie. Akurat wynalezlismy nowy stragan z ciekawie wygladajacym jedzeniem wiec postanowilismy zaeksperymentowac. Po sprobowaniu tego co kupilismy nie bardzo bylismy pewni co jemy: jakies seafood, zabe czy moze jeszcze cos innego. Pozniej recepcjonistka oswiecila nas ze to prawdopodobnie wieprzowina, ale troche trudno nam bylo w to uwierzyc. Tuz przed wyjazdem na dworzec postanowilismy zrobic zapasy jedzenia do pociagu, zeby tam nie przeplacac. Ja kupilem fure miesa z kurczaka a do tego chlebki sezamowe znane nam z Pekinu, Olka podeszla do tematu ambitnie i wziela owoce i cos a'la drozdzowki. Podroz na dworzec byla splotem szczesliwych przypadkow i drobnych wpadek-wyjechalismy na styk i dopiero po wyjsciu przypomnielismy sobie, ze pociag nie odjezdza z tego dworca gdzie kupilismy bilety i gdzie pierwotnie mielismy jechac. Po zmianie planow okazalo sie ze nie zostalo nam zbyt wiele zapasu, a jeszcze 2 razy pomylilismy sie w metrze. Z sercem na ramieniu dotarlismy na miejsce ktore wygladalo bardziej jak terminal lotniska niz dworzec kolejowy. Nie tylko skala ale rowniez sposob organizacji nas troche zaskoczyl. Weszlismy nie od tej strony co trzeba i stracilismy jeszcze pare dodadtkowych minut na dotarcie do drzwi wagonu. Po bodajze 5ciu minutach pociag ruszyl :). Jesli chodzi o wrazenia po pobycie w Shanghai'u to prawie wszystko na plus (moze oprocz cen hosteli ;) ), dobrze przemyslana i rozwiazana komunikacja, przestronne ulice, sporo placow i parkow, fajne widoki na dzielnice biznesowa w dzien, a jeszcze lepszy w nocy, czysto i europejsko - taki drugi Bangkok tylko z "odrobine wieksza" iloscia ludzi.
Aha - kilka slow o kolei, gdyz wyglada to troche inaczej niz u nas i w innych dotychczas odwiedzonych przez nas panstwach. Generalnie w Chinach wszedzie jest tak, ze do budynku dworcowego moga wejsc tylko ludzie z biletami na najblizsze pociagi, kasy biletowe sa w innym budynku lub na zewnatrz dworca. Po wejsciu trzeba odnalezc wlasciwy "gate" gdzie staje sie w kolejce i czeka na jego otwarcie (zazwyczaj okolo pol godz przed odjazdem). Przy jego przekraczaniu drugi raz sa weryfikowane bilety, natomiast samo przejscie jest tak zorganizowane ze w zasadzie mozna pojsc tylko na wlasciwy peron, gdzie przy wsiadaniu do pociagu po raz kolejny sprawdzane sa bilety (przy kazdych drzwiach stoi konduktor/opiekun wagonu). Ostatni raz bilety sprawdzane sa juz podczas jazdy przez konduktora.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz