wtorek, 3 sierpnia 2010

[30.04.-3.05.2010 Malezja] Wiza AU, treking na Santubong

Pobudka wyszla troche pozno po takim udanym wieczorze, bo okolo 11tej, potem sniadanie ktore mielismy w cenie pokoju, a pozniej bieganie do drugiego budynku i sprawdzanie sieci. W koncu okolo 16tej dostalem upragniony mail z australijskiej imigracji o przyznaniu wizy. Wiec znowu bylo co swietowac ;). Ale najpierw wyskoczylismy na miasto, zeby zasiegnac jezyka jak sie dostac do wioski lezacej niedaleko Kuchingu, skad mozna sie wybrac bylo na najwiekszy szczyt w okolicy (okolo 800 m). Okazalo sie to niemalym wyzwaniem, jesli chcielismy skorzystac z komunikacji publicznej ktora w tym kilkuset tysiecznym miescie prawie nie istniala. Przy okazji zaczepilismy lokalesa gdzie tu mozna zjesc tanio i dobrze i zaprowadzil nas na Open-air Market, gdzie dodatkowo podpowiedzial co wybrac, chwile nam potowarzyszyl, a pozniej jeszcze uparl sie zeby za wszystko zaplacic. Wieczor ponownie spedzilismy z Herbertem przy piwku opijajac przyznanie mi wizy australijskiej.

Nastepnego dnia ruszylismy z rana w kierunku pobliskiego wzgorza Santubong, po dotarciu tam przy wykorzystaniu (troche przydrogiej) komunikacji prywatnej, wzielismy sie ostro do roboty. Szlak byl dosc trudny glownie dlatego, ze bylo stromo i bardzo goraco, a wzielismy tylko jedna niepelna 1litrowa butelke wody. Po drodze rozmawialismy z mnostwem ludzi, wszyscy byli usmiechnieci i przyjazni. W drodze powrotnej wyhaczylismy dwoch mlodych chlopakow, ktorzy przyjechali tutaj samochodem, dzieki czemu powrot mielismy zapewniony. Po powrocie znowu uderzylismy na Open-Air Market na lokalne jedzonko. Kolejny dzien spedzilismy na obijaniu sie i nic nie robieniu.

0 komentarze: